Święta.
Tak, święta. Wszędzie biało, zimno i cholernie wesoło.
A mi te święta jakoś nie podchodzą. Nadmierna szopka wokół tego wszystkie przestała mnie zupełnie bawić… Nie czuje tych świąt. Przestałem tym samym je lubić.
Wesołych.
Tak, święta. Wszędzie biało, zimno i cholernie wesoło.
A mi te święta jakoś nie podchodzą. Nadmierna szopka wokół tego wszystkie przestała mnie zupełnie bawić… Nie czuje tych świąt. Przestałem tym samym je lubić.
Wesołych.
Dobra, teraz uwaga i się nie śmiać. W przeciwieństwie do niektórych nie wstydzę się tego co robiłem – dotyczy się to również muzyki której slucham, bądź słuchałem, w tym wypadku to drugie.
Otóż, dawno, dawno temu, gdy mieszkałem jeszcze na koniuchach, na kanale Hyper (poświęconemu grom komputerowym) w reklamówce gry “Port Royale” (że ja jeszcze pamiętam te tytuły) leciała pewna muzyka. Najbardziej rozpoznawalny fragment tekstu umieszczam poniżej – może ktoś trafi tu przez wyszukiwarkę i mu to pomoże.
Dlaczego? Proste – bo ta piosenka mi się podobała, a nie mogłem jej za cholere znaleźć. Teraz, zupełnym przypadkiem, trafiłem na to (naprawdę przypadkiem, w życiu bym nie pomyśłał że taka fraza wpisana w wyszukiwarkę może wyrzucić mi tę piosenkę).
Fragment dla przeglądarki:
Wszystko się zmienia, od najmłodszych lat, jak rozdania kart, zmienia się świat, sam się zmieniasz,
Jak kolejne pokolenia, to jest nie do przeoczenia
Odkąd sluchałem tego typu muzyki trochę minęło (podobnie odkąd oglądałem Hyper, lub odkąd ostatni raz grałem w jakąś grę komputerową), jednak piosenki których słuchało się kiedyś przywołują dawne wspomnienia… Może komuś to pomoże ;)
http://w245.wrzuta.pl/audio/2QDcsc4gkTX/18.kriss_dwuosobowa_banda_-_zmiany
Trap z hukiem opadł na nabrzeże. Sternik, który zeskoczył z pokładu zanim jeszcze ktokolwiek inny zdążył nawet o tym pomyśleć, męczył się teraz z przycumowaniem statku do mariny. Powoli i ze spokojem zaczęto rozładunek, zarówno towarów jak i załogi. Adyriel wyślizgnął się tak szybko, jak to tylko możliwe, byle tylko nie wpaść przypadkiem na Nirijel. Tego najmniej teraz chciał.
Ziemia pod stopami przyprawiała go o lekkie zawroty głowy. Ciężko po tygodniowym rejsie przyzwyczaić się do faktu, że grunt nie kiwa się na lewo i na prawo. No i na lądzie nie będzie tyle rumu.
Ale będzie piwo. Dużo piwa.
- Panie Adyriel! – zawołał go średniego wieku mężczyzna, ubrany w stylową czarną tunikę i ciemnobrązowe, skórzane spodnie. Po wyglądzie widać było, że w dzielnicy portowej był kimś ważniejszym – Panie Adyriel, miło Pana widzieć. Zapewne zachodzi pan w głowę po co pana tu sprowadziliśmy… Ah, przepraszam, gdzie moje maniery. Vincent Adgagge, będe pańskim przewodnikiem i, przynajmniej przez jakiś czas, zleceniodawcą.
Miło poznać – odparł sucho.
Nie lubił arystokracji, nieważne jak bardzo niewyniosła ona była. Fakt bycia „kimś ważnym” w slumsach nie miał najmniejszego znaczenia w dzielnicach obdarzonych nieco większym szacunkiem.
Ehm… Tak, zatem, tego. Pan pozwoli za mną?
*
- …Ale zrozum, on musi dalej zasiadać w radzie! Jej skład, poza przewodniczącym, nie zmienił się ani o jedną osobę!
- Bredzisz. Nikt o zdrowych zmysłach nie podjął by takich działań. A co jeśli nie udałoby się pozamykać wszystkich bram? Co gdyby on wyszedł i faktycznie przejął władzę nad Tamriel? Nikt z rady nie jest na tyle szalony, by zaryzykować aż na tyle.
- W radzie zasiada tylko inteligencja. Ktoś, kto to zaplanował musiał przewidzieć wszystkie prawdopodobieństwa, a tylko ktoś stąd miałby motyw…
- Czy ty nie rozumiesz…
Trzaśnięcie drzwi zagłuszyło dalszą część rozmowy. Może to i dobrze, umysł młodego elfa i tak zdawał się pracować jak guar w polu. Nie mniej jednak, to co usłyszał zmusiło jego umysł do choć odrobiny myślenia. Sprowadzają go tutaj z odległego Leyawiin, w powietrzu wisi coś gęstszego, a dwoje urzędników kłóci się w sprawie jakiegoś spisku? Czy to może mieć związek z nim? Na pewno nie. To tylko zmęczenie.
Nadzieje Adyriela na odrobinę odpoczynku po podróży bardzo szybko zostały ugaszone, gdy tylko weszli do małej izby, oświetlonej raptem przez dwa świeczniki. Mimo że atmosfera sprzyjała małej drzemce, Vincent natychmiast przeszedł do rzeczy.
Zatem, szanowny panie elfie, został pan tu sprowadzony w pewnym konkretnym celu.
Naprawdę?
- Proszę darować sobię ten sarkazm. Stoimy teraz w obliczu poważnego zagrożenia, choć wydawało się że wszystkie już minęły. Cesarz nie żyje, jedyny żyjący potomek stoi teraz zamieniony w kamień na dziedzińcu świątyni, przewodniczący rady cesarskiej rezygnuje ze stanowiska, a teraz jeszcze te morderstwa.
- Morderstwa?
- Tak, modrerstwa. Właśnie dlatego to pana tu sprowadziliśmy. Zamordowano siedem osób i nikt nie umie wskazać choćby najmniejszej poszlaki, która mogłaby doprowadzić nas do sprawcy.
- Zaraz, od kiedy to urząd skarbniczy zajmuje się sprawami jakichś morderstw?
- Od kiedy ofiarami stają się nasi… informatorzy. Straż cesarska nic sobie z tego nie robi, w końcu kilku żebraków mniej jest im tylko na rękę. Jedyne co robią, to wypisują akty zgonów, w rubryki wstawiając niezidentyfikowane dane…
- Ach, zatem mordowani są żebracy zbierający dla was pieniądze?
- Zamknij się pan, panie elf. Niech pan pamięta, że jest pan nam winien przysługę.
- Niestety.
- Tak czy siak, jest pan dość biegły w sprawach inwigilacji, jeśli można to tak nazwać. Jako, że morderstwa te nasiliły się w ciągu ostatniego tygodnia a giną tylko najwybitniejsi z naszych ludzi, wezwaliśmy pana. Musi się pan dowiedzieć kto eliminuje żebraków z ulic dzielnicy portowej, ale i.. nie, raczej przede wszystkim, dlaczego to robi.
- Dowiedzieć? Nie prościej byłoby po prostu go przyłapać na gorącym uczynku i zabić go na miejscu?
- Na Talosa, nie praktykujemy tu skrytobójstwa!
- Jasne.
- Cóż… Tak czy siak, swoje zadanie już pan zna. Nirijel odprowadzi pana do pańskiej izby, rano ktoś z naszych ludzi dostarczy panu resztę informacji. Dobranoc, Panie Adyriel.
Nie odpowiedział. Nie dlatego, że nie lubił urzędników i nie chciał życzyć mu dobrej nocy, lecz dlatego że znowu się zamyślił. Wszystko wydaje się dziwne, nic nie ma sensu. Żebracy? Spisek? Po co mieliby go ściągać z Leyawiin do śmierci kilku żebraków?
Ale teraz to nie miało znaczenia. Teraz priorytetem było dostać się do komnaty i położyć spać, jednocześnie nie patrząc Nirijel w oczy.
W piękne, niebieskie oczy.