Studium Szaleństwa

na granicy potępienia

Archive for the ‘Przemyślenia’ Category

Święta idą.

Posted by samaelszafran under Przemyślenia

Tak. Święta… Nadchodzą co roku, zawsze w grudniu, jednak czasami w wiosnę… Święta to podobno czas miłosierdzia, dzielenia się z innymi, przemyśleń, postanowień, obietnic poprawy – boże narodzenie miało pewnie w zamiarze zmusić nas mniej lub bardziej pośrednio do zmian: zmian w naszym zachowaniu, w naszym słownictwie, ubiorze, usposobieniu. Zmian na lepsze. Nie mniej jednak, zmian, których efektu nie widać.

Ludzie się zmieniają, jak wielu mawia, zapewne nie do końca rozumiejąc znaczenie tych słów. Faktycznie, zmieniają się, to wynika z zasad którymi rządzi się nasz organizm. Ale zmienia się na gorsze. To widać po wszystkim – widać to w telewizji, na ulicy, w domach, wśród sąsiadów, przyjaciół, rodziny… Niech każdy w tym momencie sięgnie pamięcią wstecz, do swojego dzieciństwa – do czasów kiedy biegał beztrosko na podwórku, bawiąc się w chowanego. Do czasów wczesnej podstawówki, gdy troski i problemy zdawały się w ogóle nie istnieć. Pamiętacie te czasy? To teraz zróbcie sobie szybki przeskok o rok naprzód. I następny. I następny…

Z każdym rokiem nasz entuzjazm wygasał. Coraz więcej rzeczy zaczynało drażnić nas dookoła – szkoła, a potem praca, nie tylko odebrały nam zabawę w chowanego, ale i sprawiły że chodziliśmy niewyspani. Pojawiły się uczucia – miłość, przyjaźń, nienawiść… Tego wcześniej nie było. A teraz jest.

Z jednej strony to dobrze – miłość to coś czego nam potrzeba, co dostarcza nam szczęścia i otuchy, chociaż to… Z drugiej, miłość nie jedną parę zaprowadziła już do nienawiści.

Nasz organizm ma to do siebie, że się rozwija. Na początku jest młody i piękny, potem wspaniały i silny, potem osłabiony i kruchy, a na końcu obumiera… To samo dzieje się ze wszystkim w przyrodzie. Czy to samo ma stać się z naszym światem?

Czy faktycznie wszystko dookoła stało się kurewsko szare i mętne, czy po prostu zmienił się nam punkt widzenia?

Mijają kolejne miesiące, ludzie przychodzą, odchodzą, czas mija a ja stoję w miejscu.

Zaczynam się zastanawiać czego właściwie dokonałem, co spierdzieliłem, co zrobić jeszcze muszę… W jednej chwili tańczę – wokół jest ciemno, widzę tylko jej oczy. Chwilę później biegam z aparatem po ruinach jakiegoś zamku… Błyska lampa, już piszę pierwszy, poważny egzamin w moim życiu. Wychodzę z klasy, jestem nad jeziorem, robię kolejny kurs nurkowy. Nie pierwszy, pewnie i nie ostatni. Jak tylko się wynurzam orientuję się, że siedzę na ognisku klasowym. Żegnam się z wszystkimi, dopiero zaczynając rozumieć jak bardzo będzie mi ich brakowało.

Zasypiam.

Budzę się w chorwacji. Robię kolejny już kurs, tym razem na fotografa podwodnego… Poznaję nowych ludzi, wiążą się nowe znajomości. Jedne mocniejsze, inne mniej. Gdy tylko schodzę z łodzi do portu, już siedzę w pociągu. Peron za peronem, powoli. Żabieniec, Łódź Kaliska, tor pierwszy przy peronie trzecim. To nie moja stacja. Kiedyś była. Jadę dalej, przed siebie. Zastanawiam się, czy mój pociąg kiedykolwiek jeszcze zawróci…

Tak to już z nami jest. Robimy coś, jesteśmy z tego zadowoleni, a chwilę później obracamy to wszystko w zgliszcza i próbujemy zacząć wszystko od nowa. Problem jednak polega na tym, że my jesteśmy cholernym lepem na błędy. Wprost uwielbiamy je popełniać, dlatego ten tok błędów nigdy się nie kończy.

Bo niestety, na tym to polega.

Wszystko co się rodzi, kiedyś musi umrzeć.

Nasze dokonania, nasze uczucia, nasze ciała. A ile człowiek by oddał, by zacząć od nowa.

Boże. Jak ja pierdolę.

Czyli o miłości z krótkim terminem ważności. “Ta, to dopiero będzie pierdolenie o przeżyciach…”. A nie. Tym razem to nie o moich przeżyciach – ani o niczyich. Ten wpis będzie o zachowaniach zaobserwowanych nie tylko przeze mnie, ale i przez inną osobę – której imienia również nie podam :-)

Może nie tylko my to zauważyliśmy, ale na pewno takie coś istnieje. I to coraz częściej – i wyjątkowo tym razem nie u kobiet (]:->), a o obu płci.

Zjawisko dość dziwne, którego pojąć sam nie mogę… Albo nie. Pojąć mogę, bo jest logiczne. Nielogiczne jest tylko to skąd ono się bierze. Mianowicie, coraz więcej osób traktuje to jak “zabawa w związki” (bo nie wszystkie nazwać można miłością) … Poznajemy kogoś, chwilę z nim jesteśmy, poznajemy kogoś “lepszego” i natychmiast zapominamy o tym, z kim jesteśmy obecnie.  Taka zabawa w znajdywanie partnera idealnego, która (jak obserwuję) coraz częściej kończy się nie wartym zachodu płaczem. Zarówno u osoby “porzuconej”, jak i “porzucającej”.

Pytanie tylko brzmi – po co ja to pisze? Amerykę odkryłem, czy jak? Nie. Aczkolwiek, ameryką to chyba jestem ja, bo jak patrzę na to wszystko myśląc, że sam bym tak nigdy nie zrobił, odczuwam że jestem starym pierdolnikiem. “Przecież stałe związki już nie są w modzie”… Możliwe. Ale te modne nie muszą wcale dawać tyle przyjemności.

Wiem, że nie zmienie świata – i nie mam takiego zamiaru. To byłoby nawracanie Wisły kijem… Ale może kiedyś ktoś również zauważy w jakie zachowania się staczamy, jakie nawyki uważamy za normalne i jak na przełomie pojęcie “miłośc” z szekspirowskiego romansu zmieniło się w pierdoloną kupę gówna.

Tak, znowu przeklinam.

I chuj.

Subscribe to Studium Szaleństwa