Powiew zapomnienia – czyli wygrzebane spod łóżka.
Dawno, dawno temu (czyli jakieś półtora roku temu) bawiłem się w pisanie… Głównie były to opisy postaci fabularnych, które potem wykorzystywałem do rozmaitych gier opartych o odgrywanie ról. Może niektórzy pamiętają postać Zorthana, najemnika z rozdwojeniem jaźni – raz spokojnego, wręcz zawstydzonego, innym razem szalonego, nieobliczalnego, z sadystycznymi skłonnościami. Może też niektórzy moi czytelnicy pamiętają postać Sandrira, maga bitewnego trudzącego się mokrą robotą, który starał się uciekać przed swoją przeszłością…
Tym razem dam coś innego. Nie mam pojęcia co to za postać, ani czy nawet użyłem tego kiedykolwiek w jakiejkolwiek mojej postaci. Robiłem po prostu porządki na strychu i znalazłem starego peceta… Biedak nie miał zasilacza, nie miał nawet procesora… Ale na kablach wisiał mu jakiś stary dysk twardy. Podłączyłem go – cóż, śmietnik. Wiele danych uszkodzonych, ale zachowało się kilka starych kawałków, trochę zdjęć, jakieś stare maile i właśnie ten tekst. Po tych właśnie mailach szacuje, że ma on od półtora roku do dwóch lat.
Tylko proszę się mi tu nie śmiać :-)
Powiew Zapomnienia.
Statek zakołysał się niepewnie, popychany od prawej burty delikatnym, chłodnym wiatrem. Zdarzało się to wyjątkowo rzadko tej nocy, która zresztą była wyjątkowo ciepła i spokojna. Jest to bardzo trafne określenie nie tylko tej nocy, ale i obecnej chwili. Na pokładzie nie było niemal nikogo – cała załoga już spała, albo piła, pilnując kubryku. Żagle pozostawiono rozpostarte szeroko, w nadziei na jakiś mocniejszy powiew. To już któraś z rzędu taka bezwietrzna noc, jednak dzisiejsza zdawała się przebijać poprzednie pod względem wszechobecnego spokoju.
Jedynym dźwiękiem jaki dało się usłyszeć były pojękiwania mew, oraz powolne, przeciągłe skrzypnięcia pokładu. Dopiero głośny dźwięk odkorkowywanej butelki przerwał monotonię tego wieczoru. Zapach rumu zaczął mieszać się ze słonym, wilgotnym powietrzem, które towarzyszyło załodze od początku rejsu. Ten zapach jednak nie był wyjątkowy, a już na pewno nie na tym pokładzie.
Jeden łyk, drugi, trzeci… Kolejne dźwięki, które w taką ciszę zdawały się dudnić, niczym wystrzały z armat – a te z kolei odpoczywały, opalały się i nudziły, marząc o szansie by móc się wykazać. Jednej z nich jednak nie było do śmiechu, gdyż musiała dzierżyć na sobie młodego człowieka, który bezczelnie rozsiadł się na niej, nie zdając nawet sobie sprawy z tego ile waży. A on? A on tylko siedział i popijał rum.
Siedział i myślał.
I pił rum.
Myśli w jego głowie kłóciły się, mieszały, eksplodowały, rodziły się i umierały. Miał dużo do przemyślenia i mało czasu, zanim zawiną do portu. Czwarty, piąty, szósty łyk… Rum w butelce nagle zaczynał się kończyć, a myśli ciągle przybywało.
Świst i dźwięk tłuczonego szkła.
Migoczące w świetle księżyca kawałki szkła taplały się teraz w resztce rumu, którą oblana była prawa burta. Młodzieniec schował głowę w dłonie, zamyślił się.
- Ponoć wszystko co boskie i z Bogami powiązane otaczać trzeba czcią… Czemu zatem tak beztrosko rozlewasz, jak to trafnie go nazywacie, nektar bogów?
Pod jej nogami pokład nie zaskrzypiał, ani żadna mewa nie zawyła inaczej na jej widok. Przemknęła się zwinnie przez schody na mostek, stawiając każdy krok na tyle delikatnie, że nawet w takiej ciszy nie sposób było zwrócić na nią uwagę.
A opłacało się zwrócić na nią uwagę.
W bladym świetle księżyca jej lico zdawało się błyszczeć czystą bielą. Spod białej, zwiewnej sukienki sięgającej jej do kolan prześwitywały jej delikatne piersi. Sama Nirijel stała zaś oparta jedną dłonią o tą samą burtę, o którą przed momentem rozbiła się butelka rumu. Delikatny, ciepły powiew zatrząsł jej ciemnorudymi włosami.
Młodzieniec otrząsnął się. Poderwał głowę, spojrzał na nią, lecz nie w oczy. Spojrzał tylko w jej kierunku, nie skupiając się na żadnych szczególnych punktach na jej ciele. Unikał z nią kontaktu wzrokowego.
Ale nie odpowiedział.
- Wiesz dobrze, że i tak nie unikniesz tej rozmowy. Czemu zatem nic nie mówisz? Prędzej czy później i tak dojdzie do tej rozmowy, a lepiej żebyś przeprowadził ją ze mną niż z moim mężem, nie sądzisz?
Znowu nie odpowiedział. Może dlatego, że wszystko co powiedziała młoda elfka było racją, a on bał się tej racji? A może po prostu zabrakło mu słów w gębie?
- Cóż. Nie chcesz współpracować, przejdę zatem do sedna sprawy – burknęła nieco zdenerwowanym głosem – wydarzenia ostatniej nocy nie mogą wyjść poza ten statek. A właściwie, nie mogą wyjść poza nas dwoje. Mam nadzieję, że mnie rozumiesz?
- Tak. Chcesz po prostu zapomnieć o tym, jak wspaniale się wczoraj kochaliśmy.
- Argh! Nawet tak nie mów! – oburzyła się
- Sugerujesz więc, że nie było Ci przyjemnie? Twoje pojękiwania mówiły co innego.
Nie mógł uwierzyć we własne słowa. Jeszcze niedawno, niecały dzień temu, pałał do niej wielką miłością, zupełnie zresztą jak i ona do niego. Jednak reputacja żony wielkiego kupca musi być nieskazitelna, a on, niestety, zdawał sobie z tego sprawę.
- Zamknij się! – ryknęła w końcu – Po prostu się zamknij! To co było, minęło bezpowrotnie! A ty kłapiesz tą gębą na lewo i prawo, zamiast po prostu się zamknąć! Nie możesz po prostu się zamknąć?!
Elfka wyraźnie się zdenerwowała. Jej twarz z trupio białej zrobiła się ludzko biała. Odgarnęła włosy za ucho, przez co jeszcze więcej światła padło na jej piękną twarz. Trochę światła wpadło również w małą łzę, spływającą po jej policzku. Na to młody pół-elf zwrócił już uwagę. Elfka też, dlatego szybko ją starła.
Podeszła do armaty stojącej jakieś trzy metry od niego. Usiadła na niej.
Wzięła do ręki urwany sznur, którymi zwykle przytracza się działa do burty, by podczas strzału nie uderzyły ładującego, lub by nie wypadły ze statku podczas sztormu.
- Nie rozumiesz. Niczego nie rozumiesz…
- Mylisz się. Rozumiem aż nadto. Rozumiem wszystko doskonale, każde zdarzenie, które miało miejsce przez tę podróż. Wszystko.
Teraz Nirijel schowała twarz w dłonie. Przez moment wydawało się nawet, że zaczęła płakać. Ale tylko przez moment.
Nic nie odpowiedziała. Adyriel ciągnął dalej.
- Rozumiem wszystko, choć nie od początku poprawnie. Rozumiałem uczucie, które było między nami, jako coś więcej niż zwykłe, pospolite pożądanie. Rozumiałem noc, którą spędziliśmy razem jako akt miłości, a nie jako upust podnieceniu. Rozumiałem ciebie, jako osobę kochającą, a nie pragnącą przeżyć podniecającą przygodę, gdy jej mąż znajduje się na zebraniu fachu kupieckiego w cesarskim mieście, do którego, nota bene, płyniemy.
Teraz na pewno załkała. Dało się to usłyszeć w ciszy, która powstała gdy młodzieniec skończył mówić. A cisza ta trwała dość długo. Nikt z dwojga kochanków nie umiał znaleźć słów odpowiednich do sytuacji.
Wstał.
- Dokąd idziesz?
- Nie wiem.
- Poczekaj…
- Nie chcę.
Podniosła głowę. Jej oczy były zaczerwienione. Było widać, że jest na granicy załamania. Podobnie zresztą jak młody pół-elf, który jednak emocje skrywał głęboko, lub topił w kolejnych butelkach rumu.
Maszt delikatnie zaskrzypiał. Żagiel obrócił się o parę stopni na północ, pchany lekkim, ciepłym powiewem.
Na północ. Dokładnie tam, gdzie płynęli.
- Nie, nie rozumiesz tego. Nie rozumiesz nic, a już na pewno nie mnie. To wszystko jest…
- Jakie? Jakie to wszystko jest? Czyż nie jest inne niż zwyczajne, trywialne, pospolite? Załoga wspominała o tym, co robisz w podróżach. Podpuszczali mnie, podjudzali, jednak nikt z nich nie rozumiał uczuć, którymi się kierowałem. Zupełnie zresztą, jak i Ty.
Znowu załkała. Tym razem jednak wstała. To była już zupełnie inna kobieta niż ta, która tu przyszła. Tamta była pewna siebie, zdecydowana, stanowcza. Ta była… Bezbronna.
Zbliżyła się do pół-elfa. W głębi duszy miał ochotę cofnąć się, odwrócić na pięcie i pójść gdzieś. Na mostek, pod pokład, do kabiny… Pójść gdziekolwiek. Uciec od tej niezręcznej sytuacji. Zapaść się pod ziemię. Jednak nie zrobił tego.
Stała teraz tak blisko, że dało się dostrzec małe łzy, gromadzące się w jej pięknych, niebieskich oczach. Widział jej wargę, drgającą delikatnie.
- A gdybym powiedziała ci, że nadal się mylisz? Gdybym powiedziała ci, że zrobiłam to nie dlatego, że mnie pociągałeś, lecz kierowałam się jednak czymś o wiele wyższym?
Nie odpowiedział. Wpatrywał się teraz w jej oczy jak zaczarowany. Uwielbiał to robić.
Zbliżyła się jeszcze bardziej.
- A gdybym powiedziała ci, że nasza wieloletnia znajomość zrodziła we mnie pewne uczucie do ciebie, które sprowokowało mnie do wydarzeń mających miejsce podczas tej podróży?
Znowu się zbliżyła. Zamknęła oczy, pół-elf zrobił to samo. Czuł jej oddech na swoich wargach. Spokojny, powolny, delikatny.
- A gdybym powiedziała, że czuję do ciebie coś więcej…?
- Nie uwierzyłbym.
Odrzekł stanowczo. Zrobił to, o czym marzył odkąd tylko się pojawiła, odkąd tylko rozpoczęła się ta niewygodna dla obojga rozmowa. Odwrócił się na pięcie i ruszył do schodów, prowadzących w dół pokładu.
Nie odwrócił się, nawet nie rzucił na nią okiem zza ramienia. Nie zareagował też na płacz, który ponownie zagłuszył ciszę, która wcześniej tak go denerwowała.
Zareagował dopiero na delikatny, ciepły powiew, który połaskotał go na karku. Zareagował, ocierając małą łzę, spływającą mu leniwie po policzku. Zareagował tylko tak.
I odszedł.

Przy okazji nowego postu napiszę tutaj.
Komentarz ten nie dotyczy wpisu, a jest kierowany do paniA. Jako że sam nie zauważam nowych komentarzy pod moimi wpisami dopóki sblam nie miga na czerwono, to i wątpię byś zauważyła moje odpowiedzi na swoje komentarze.
Zastanawia mnie tylko jedna, jedyna rzecz. Z czystej ciekawości, niczego więcej. Dlaczego nagle komentujesz mój wpis? Co Cię skłoniło do czytania mojego bloga (lub któregokolwiek jego wpisu)? Wydawało mi się że nasza ostatnia rozmowa skończyła się na tyle niefortunnie (jeśli można tak to ująć) że żadne z nas nie będzie próbowało w żaden sposób nawiązać kontaktu z drugim, a tu nagle widzę od Ciebie wiadomości pozostawione pod moimi wpisami – a te z kolei skłoniły mnie do wielu przemyśleń, do wspomnień tego co było miłe i nie.
Wydawało mi się, że już zapomniałaś o moim istnieniu, wyrzuciłaś mnie z pamięci. A tu okazuję się coś zupełnie innego. Dlaczego?
P.S. Nie oczekuję, że odpiszesz…
bdb wersja historii Tristana i Izoldy w konwencji fantasy;)
aaa – i akurat to znalezisko spod łóżka przywraca mi nadzieję, że może wszystko z Tobą w porządku:P
Skomentowałam Twój wpis, bo po przeczytaniu go zebrało się we mnie tyle emocji i wspomnień, że musiałam dać im upust. Twój blog zawsze czytam, nawet po kilka razy te same notki, tak już mam. Nie, nie mogłabym o Tobie zapomnieć ale kazałeś mi zniknąć z Twojego życia więc postanowiłam to uszanować, przepraszam chyba popełniłam błąd odzywając się, to było nie fair.
Szczerze? Nie wiem jak dobrać słowa. Na Twojego bloga weszłam po raz pierwszy, albo po raz pierwszy od długiego czasu. Nie jestem pewna. Ta historia… Wzbudza pewne emocje. Sama pisze opowiadania w przeróżnych formach i na różne tematy. To przypomina mi pisanie mojej koleżanki, która jest w tym doskonała. Twoje pisanie może nie było/nie jest doskonałe, ale niewiele mu brakowało/brakuje.
Pozdrawiam.
@paniA:
Gdybym uznał to za ‘nie fair’, jak to określiłaś, lub przeszkadzałoby mi to w jakikolwiek sposób to zwyczajnie usunąłbym Twoje komentarze – albo w ogóle uniemożliwiłbym Ci czytanie mojego blogu. – ale tego nie zrobiłem. Nie chcę tego robić, nie o to tu chodzi.
A nie. Nie uważam, że to było nie fair, że się odezwałaś.
Przyznaję jeszcze – Twoje komentarze wzbudziły wspomnienia, miłe i nie. Wszystkie… I teraz to ja się na przemian krzywię i uśmiecham.
Nie, nie uważam że to było nie fair. Nawet nie jestem z tego powodu wkurwiony – a ostatnio wszystko doprowadza mnie do tego stanu.
Tak. Starzeję się.
Zatem dochodzę do wniosku, że powinieneś częściej pisać notki abym mogła je częściej komentować:)
Dorastasz a nie starzejesz się! Czy wypada mi zapytać co u Ciebie?
Pewnie według zasad kultury wypada, ale czy w świetle sytuacji, to już nie wiem. A i nie odpowiem, bo nie lubię się rozwodzić na temat tego, co dzieje się w moim życiu prywatnym… A już na pewno nie na forum publicznym. Jeśli Cię interesują takie rzeczy… Masz do mnie kontakt na bank. Tutaj rozpisywać się o tym nie będe.
Twój wpis mnie zainspirował…
*Poszedł na strych/do piwnicy szukać starych dysków twardych, płyt cd, dyskietek oraz zapomnianych przez świat pendrive’ów*
A… no i czemu trzeci raz na Twoim blogu mam kod z obrazka Fumufu?
Widocznie ten kod Cię kocha ;)
Zostaw komentarz