Listopad – chłodny powiew dotykający umysłu
Mijają kolejne miesiące, ludzie przychodzą, odchodzą, czas mija a ja stoję w miejscu.
Zaczynam się zastanawiać czego właściwie dokonałem, co spierdzieliłem, co zrobić jeszcze muszę… W jednej chwili tańczę – wokół jest ciemno, widzę tylko jej oczy. Chwilę później biegam z aparatem po ruinach jakiegoś zamku… Błyska lampa, już piszę pierwszy, poważny egzamin w moim życiu. Wychodzę z klasy, jestem nad jeziorem, robię kolejny kurs nurkowy. Nie pierwszy, pewnie i nie ostatni. Jak tylko się wynurzam orientuję się, że siedzę na ognisku klasowym. Żegnam się z wszystkimi, dopiero zaczynając rozumieć jak bardzo będzie mi ich brakowało.
Zasypiam.
Budzę się w chorwacji. Robię kolejny już kurs, tym razem na fotografa podwodnego… Poznaję nowych ludzi, wiążą się nowe znajomości. Jedne mocniejsze, inne mniej. Gdy tylko schodzę z łodzi do portu, już siedzę w pociągu. Peron za peronem, powoli. Żabieniec, Łódź Kaliska, tor pierwszy przy peronie trzecim. To nie moja stacja. Kiedyś była. Jadę dalej, przed siebie. Zastanawiam się, czy mój pociąg kiedykolwiek jeszcze zawróci…
Tak to już z nami jest. Robimy coś, jesteśmy z tego zadowoleni, a chwilę później obracamy to wszystko w zgliszcza i próbujemy zacząć wszystko od nowa. Problem jednak polega na tym, że my jesteśmy cholernym lepem na błędy. Wprost uwielbiamy je popełniać, dlatego ten tok błędów nigdy się nie kończy.
Bo niestety, na tym to polega.
Wszystko co się rodzi, kiedyś musi umrzeć.
Nasze dokonania, nasze uczucia, nasze ciała. A ile człowiek by oddał, by zacząć od nowa.
Boże. Jak ja pierdolę.

“Zastanawiam się, czy mój pociąg kiedykolwiek jeszcze zawróci…”
Jak ja uwielbiam takie słowa, mają to coś, że zawsze pięknie brzmią :>
“A ile człowiek by oddał, by zacząć od nowa.”
A ja bym chciał taką… reinkarnacje.
Wszystko, żeby zacząć od nowa, móc cofnąć czas ale
pociągi nie zawracają, mają to do siebie, że lubią się wykolejać, pędzą na przód mimo naszych próśb o chwilę wytchnienia. Dzisiaj w nocy przeczytałam całe archiwum od lutego 2008 roku, chwilami spadałam z krzesła ze śmiechu, zamykałam oczy ze wstydu i w końcu topiłam się we łzach. Nadal nie rozumiem….siebie, chyba pogodziłam się z tym wszystkim. Dziękuję, za ten wpis i nie tylko…..
Tak się właśnie zastanawiałem, czy to aby nie byłaś Ty. Dziękuje za oświecenie.
Z pociągu jednak, na szczęście, można wyskoczyć. Chociaż jest to ryzykowne, nawet bardzo. Prócz faktu, że możemy się przez to zranić nie wiemy też gdzie wyskoczymy.
Cofnąć? Ja nie chcę cofnąć czasu. Chcę jechać tym pociągiem dalej, nie wiadomo dokąd mnie dowiezie. Może do warszawy? Może do Włoch? Może do Chorwacji? A może zawróci i jednak zatrzyma się na moim peronie? To, na której stacji chciałbym, by się zatrzymał zostawię już dla siebie. Nie mniej jednak, nie chcę cofać czasu. Wolę iść dalej, razem z tym czasem – może będzie na tyle łaskawy że wszystko się ułoży… A może dalej będzie mi rzucał kłody pod nogi.
Tak czy siak, będę żyć ze świadomością, że dalej idę przed siebie, niezależnie od tego co, albo kto stanie mi na drodze…
Zostaw komentarz